Galerie "Mnichów"
Galerie "Mnichów"

Minerały
Masywu Ślęży


Kontakt
Klub
Działalność
Galerie
Sobótka i Ślęża

 

Linki
Aktualizacje

 

Minerały
Masywu
Ślęży

TURCJA 20/05-2/06/2005
Artur, Kasia, Tomek, Beata, Grzegorz, Ela
Pobyt: 14 dni, w tym trekking w górach 9 dni.

 

Dz.1 pt. 20/05/2005

Jazda do Wiednia. Start o 2.30 na miejscu 8.00. Lot 950PLN z Wiednia do Ankary. Poszukiwanie gazu przez 4h. W Migrosie (należy wysiąść przy stacji metra Akkopru) na turystyce po 3.9YTL/butle (org. franc. Bluet, Sklep Sporting) w firmie z gazem Aygaz po 3.0 (stacja metra - Kizilay i piechotą na ulice Baglari 67/A). Kupujemy po 5szt na parę. Autobus z An-Erzurum (Dadas), start o 22.00 koszt 30YTL/os. Noc w autobusie. Bardzo dobry standard, no i Aladyn podaje herbatę i ciasteczka.

 

Dz.2 sob.. 21/05/2005

Wysiadamy za Erzincan (1118m npm, otogar GPS T-ERZI) ok. 9.30 przy skrzyżowaniu na Mezraa. Kontrola na posterunku żołnierzy, wypisywanie formularzy. Błękit nieba. Bierzemy busa stojącego kolo posterunku. Cena do Mezraa 70YTL (ok. 40km). Przekonujemy kierowcę na jazdę do Karagaz ok 25km dalej, ale już stromo pod górę bez asfaltu ... Długie negocjacje cenowe z kierowcą, najpierw 60 potem 80 dodatkowo. Czyli w sumie ok. 350PLN/busa. Drogi nad kanionami błotniste i pylaste. Błądzimy, ale wreszcie dojeżdżamy (1839m npm GPS T-3STO). Wioska składa się z 3 domów, ale jest traktor. Pozostałe domy rozwalone i opuszczone. Śniadanko nad potokiem i ruszamy w górę do ok. 17.00. Nocleg T-NOC1 na 2133 m npm.

 

Dz.3 niedz. 22/05/2005

Start o 8.40. Podchodzimy na NW potem (T-4) SW i (T-5SNI) W. Śniegu jest dużo od 2544m npm. Wchodzimy na przełęcz 3022 m. Zaczyna wiać i padać. Zbiegamy stromo przez stare lawiniska, Ela zjeżdża. Nocleg na kamienistych morenkach otoczonych śniegiem (2698m). Rozbijamy się i zaczyna lać.

 

Dz.4 pon. 23/05/2005

Pobudka o 6.30 i pakowanie na początku słońce, potem się chmurzy i pada grad ~1cm i leje więc wczołgujemy się do namiotu i czekamy. Startujemy ok. 11.00. Podchodzimy stromymi dolinami licząc na przejście do "śnieżnej doliny" wychodzimy wysoko. Z Arturem umyślnym podchodzimy ok. 150m na przełączkę (T-7TES 3149m). Od głównej grani oddziela nas kuluar z przewieszonym śniegiem. Wytyczamy trasę na dzień następny, wybieramy przełęcz do podejścia. Chcąc nie chcąc schodzimy w dół doliny. Ela lansuje zjazdy na pupie. Wysyłamy umyślnego Artura na śnieżny grzbiecik. Podchodzimy na niego. Długie i gorące dyskusje o tym, który grzbiet to, który i gdzie nasza śnieżna dolina. Zrywa się huragan i ciągną czarne chmury, więc w pośpiechu rozbijamy namioty (ok. 17.00) kotwicząc je na stosach kamieni (T-NOC3, 2797m). Z Beatą wchodzimy na pobliski szczycik ok. 50m wyżej. W dole widać naszą śnieżną dolinę i przełęcz, którą wybraliśmy wcześniej z Arturem za następny cel. Ucina to dalsze dyskusje o naszym położeniu. Temperatura o zmroku 5C.

 

Dz.5 wt. 24/05/2005

Wczesna pobudka. Wiatr wywiewa chmury i pokazuje się słońce. Obserwujemy dwa niedźwiedzie podchodzące pod przełęcz, ok 1km od nas. Schodzimy ok. 170m i podchodzimy na grzędę prowadzącą do śnieżnej doliny, w miarę płaskiej i długiej na ok. 1.5km. Toruję drogę do przełęczy T-10PR (3040m). Decydujemy się na wędrówkę grzbietem skalno-śnieżnym na W. Dzikie psy na zmianę z sukami torują w padającym śniegu o konsystencji steropianu. Rozbijamy namioty na skalistej przełączce obok wiszącego pseudo seraka T-NOC4, 3095m. Pada intensywnie mokry śnieg. Ok. 18.00 temperatura 3C. W dolinach przewiewa chmury.

 

Dz.6 środ. 25/05/2005

Rano pełny błękit. Suszymy się i startujemy o 9.40. Pojawia się coraz więcej chmur, ale przeważa słońce. Idziemy graniami przepłaszając niedźwiedzia. Wędrujemy skalno-śnieżnymi graniami ok. 3000m obchodząc kolejne dolinki T-12GR, T-13GR. W dole ponownie widzimy misia. Kombinując na skalach i schodząc stromo pod nawisami śnieżnymi docieramy do przełęczy 2788m (T-14PR). Leżymy w słońcu na zielonym trawniku. Do przełęczy dochodzi gruntowa droga z doliny. Rozbijamy się w pobliżu źródła, bo Ela się upiera (T-NOC5). Z Arturem ruszamy na szczyt T-15SZ, okazuje się, że to AkBaba. Ostre łojenie pod górę przez 2.15h i podejście na 3456m. Artur zostaje na 3406m. Ze szczytu widać w oddali kolejny o podobnej wysokości. Schodzimy w 1.15h o zachodzie słońca. Noc w miarę pogodna.

 

Dz.7 czwar. 26/05/2005

Podchodzimy ostro w górę do wystąpienia skamieniałości na 3017m (T-JEZE), dużo kredowych jeżowców. Dalej granią śnieżną z ładnymi nawisami i następnie kamienistą aż do "szczytu telefonicznego". Dzień Matki, więc wszyscy dzwonią. Schodzimy w dół śnieżnymi dolinami do zamarzniętego jeziora T-17JE. Najpierw pada grad, potem śnieg i deszcz przy silnym wietrze. Dyskusje czy obchodzimy dolinę, czy schodzimy w dół. Ostatecznie idziemy grzbietem po środku. Rozbijamy się przy wodospadzie w wyjątkowo gliniastym miejscu (T-NOC6). Wieczorem budyń u Dzielnych.

 

Dz.8 piat. 27/05/2005

Rano słońce, start o 10.00. Idziemy przez śnieżny most nad potokiem i dalej dolinami i śnieżnymi łachami. Kąpiel w słońcu, a potem leje ... Rozbijamy się mokrzy na zielonym trawniku miedzy łachami śniegu 2581m (T-NOC7). Wychodzi słońce, pełna sielanka i suszenie. Idziemy nad krawędź wąwozu (T-KRAW). Widok imponujący. Gotowanie, suszenie. O zachodzie słońca 19.30, 4C.

 

Dz.9 sob. 28/05/2005

Start o 9.30. Pogoda słoneczna. Łoimy dolinkami po skałach i śniegu. Dochodzimy do gruntowej słabo widocznej drogi. Gubimy drogę schodząc śniegiem. Szukamy zejścia do kolejnego na zachód kanionu. Schodzimy ostro w dół. Robi się upał. Kąpiel i pranie na całego. Sielanka. Nocleg T-NOC8 na 2017m. Noc upalna.

 

Dz.10 niedz. 29/05/2005

Start o 9.15. Schodzimy ok. 2h do wioski Yagca. Dalej gruntowymi drogami, śniadanie w sadzie. Spotkanie z uzbrojonym po zęby patrolem (6 żołnierzy w jeepie), ostrzegają nas o terrorystach w górach. Idziemy przez most kolejowy na drugi brzeg Eufratu. Łapiemy busa do Erzincan (10EURO). Obiad w knajpie 41.5YTL (za 6 osób). Startujemy busem do Kayseri 20YTL/os. ok. 6h.

 

Dz.11 pon. 30/05/2005

Ok. 3 jesteśmy na dworcu autobusowym w Kayseri. Taksówkarz targuje się sam z sobą. Z 45 YTL schodzi do 25 i to za jedną taksówkę. Jedziemy do Goreme. Tak załadowanego auta to jeszcze nie mieliśmy – 6 osób i taksówkarz, a w bagażniku 6 plecaków! Nocujemy w pensjonacie wykutym w tufitowej skale – Gumus. Artur czuje się jak jaskiniowiec. Ostro targujemy się i ostatecznie wychodzi po 40 YTL/pokój/noc, ale mamy osobne pokoje i to niektórzy nawet 5-osobowe dla jednej pary. W czasie śniadania konsumujemy ogromne ilości chleba w porównaniu do innych pensjonariuszy. Widać, że jesteśmy wygłodniali. Kasia z Beatą zamawia „nescafe” – nie da się tego pić L woda z małą ilością kawy i mleka. Potem się okazuje, że tak jest wszędzie. Jedynie kawa turecka to naprawdę mocny trunek.

Idziemy na wycieczkę do Zelve. Po drodze podziwiamy widoki Kapadocji. Świeci słońce na przemian z deszczem. Ledwo zdążyliśmy do muzeum na powietrzu w Zelve – to duży komlpeks tufitowych skał z wydrążonymi pomieszczeniami. Niektóre piętrowe. Po wyjściu jemy gozleme – naleśniki tureckie z serem, mięsem i pietruszką i popijamy ayranem – tutejszy kefir z mleka koźlego. Beata na widok warunków, w jakich robione są gozleme – rezygnuje. Zjadamy jej porcje.

 

Dz.12 wt. 31/05/2005

Jemy arbuza na tarasie z widokiem na charakterystyczne dla Kapadocji „fikutasiele”. Idziemy do Ucisar zwiedzić zamek wydrążony w skale. Pada deszcz. W pizzerii gdzie stołują się miejscowi powodujemy zamieszanie swoją wizytą, a szczególnie zamówieniem herbaty. Ponad pół godziny trwa parzenie jej w samowarze (zdążyliśmy już zjeść pizze), przy czym wyraźnie widać, że nie wiedzą jak to zrobić – zdenerwowany piekarz rzuca czajnikiem, dzwoni w różne miejsca, pyta wchodzących Turków... w końcu ktoś przyjeżdża i kończy robić ten skomplikowany napój... smakuje naprawdę dobrze.

Idziemy do Doliny miłości. Tzn. mieliśmy iść, ale daliśmy się zwieść Eli, która przekonywała nas, że wie którędy tam wejść i błądzimy w deszczu po krzaczorach parę godzin. W końcu rezygnujemy i wychodzimy na drogę. Okazuje się, że do doliny, której szukaliśmy trzeba iść w zupełnie w innym kierunku.

Kolejny wieczór w knajpce, na obiado-kolacji. Pyszne jedzenie ciekawie podane.

 

Dz.13 środa 01/06/2005

Zwiedzamy muzeum na wolnym powietrzu w Goreme. Zbiór kaplic i kościołów sprzed wieków wykutych w skałach z pięknie zachowanymi freskami. Robimy zakupy na targu i ponownie próbujemy dostać się do Doliny Miłości (Love Valley) – tym razem skutecznie. Pogoda w końcu dała nam odczuć, że jesteśmy w słonecznej Turcji – świeci słońce i jest naprawdę ciepło. Ostatni wieczór w knajpkach i o 24 ruszamy do Ankary.

 

Dz.14 czw. 02/06/2005

Metrem jedziemy do Migrosu. Czynne od 9.00. Wracamy do centrum – zwiedzamy, jemy śniadanie i jedziemy do marketu. Zakupy i na lotnisko. O 17.30 wsiadamy do naszych aut zaparkowanych w Wiedniu na lotnisku. Po drodze obiad w Czechach. Zawód - nie ma knedlików. Około północy zmęczeni jesteśmy w domu, a rano grzecznie do pracy...

 

Galeria z wyprawy Munzur Dag. Turcja 05-06/2005
Dla zainteresowanych: posiadamy punkty GPS trasy trekkingu

 


ta strona wygląda najlepiej w rozdzielczości 1024x768 IE 6.0,  ISO 8859-2
webmaster
gskrzypek@yahoo.com Copyright © 2002 KLG Mnich . All rights reserved.
Ostatnia modyfikacja: Wednesday, 30. April 2008.